Pobocza Kwartalnik Literacko, 2010

András Bajtai

Pokój
(A szoba)

Z tego pokoju dochodziły różne odgłosy.
Bieganiny czteronogów, mycia włosów,
zmagania ręki – może próbowała pomachać.
Głosy szamotaniny, fotografie w walce
na pięści, lub tylko dzieciństwo coraz żałośniej
upierało się przy zachowanych wspomnieniach.

Mogłem otworzyć, ale zabrakło mi odwagi,
choć słyszałem szepty, szelest falban w locie,
dłonie na przynętę, wiedziałem, że czekają
na mnie i wcześniej czy później tam wejdę,
najem się wreszcie do syta i głośno śmiac się
będę z wszystkich, co w ciszy nadsłuchują.

Wyprowadzka
(A költözés)

Głucha kobieta wyprowadziła się. Najpierw
pojawiła się cisza, ustało zza ścian
narzekanie jak pianie koguta,
potem ciemność w mieszkaniu.

Zabrała ze sobą wszystko. Bez pożegnania,
bez wiadomości, po prostu wzięła obrożę
przeciw pchłom, szczotkę, kadzidło, cebulę,
klatkę z wyłamanymi prętami i wyszła.

Nie wiem, gdzie teraz przebywa. Może
za opłotkami szuka uprzejmego traktowania,
ciut zrozumienia w tunelu kolorów, błąka się
w poplątanych przewodach słuchowych.

Od kiedy mieszkanie stoi puste, to jakby
coś tam skomlało. Ciężrna samica, lada dzień
i bedzie wyła. Potem jeszcze ten czarny cień
na ścianie, co zwija się w znak zapytania, a

w kartonach jak sztaby złota węgiel rysunkowy.
Dziś do mych drzwi zapukał Człowiek z Liter
powiedział, że przyszedł spisać licznik
i do sciany przyczepił zmięte małżowiny.

Na stole zostwil brudną wieś rodzinną, a
potem też odszedł. Od tego czasu jakbym to ja
był tym mieszkaniem. Tylko sąsiadka z dołu
śpiewa nadal spowita w błonę śluzową lata.

 

Człowiek z Liter
(A Betűember)

Wrócił Człowiek z Liter. Ma zabłocone buty,
i wielkie, ciemne plamy na płaszczu, skórę
na twarzy w kolorze brudnej czerwieni
jakby surowym mięsem w nią rzucano.

Nie wiem, co mam mu powiedzieć.
Cały dzień sadziłem rdzawe i krzywe
śrubokręty pomiędzy kwiatami, aż
nagle on tu stoi i patrzy na mnie.

Tak jakbyśmy się nigdy nie spotkali,
jakbym to nie teraz własnie tracił
wszystko, co niegdyś było jego –
bo od teraz znów do niego należy.

Łóżko, ubranie, imię moje i poczucie
winny, wstyd i wszystkie błędy, co żyły
pośród krzywch ścian i śrubokrętów.
Z ulgą odetchnąłem. Nie wiedzieć czemu.

Może dlatego, że mogę być w jego ciele, w zimnym
tunelu rękawa dawna dłoń, w dziurawych rękawiczkach
palce dobrze znane, znów moja jest ta ręka stara
której nikt nie nauczył machać na pożegnanie.

Muszę jej obciąć paznokcie. I na nowo nauczyć
pisania. Słychać dzwoniące w jego kieszeni
rdzawe kropki nad i, bez których
do tej pory żeśmy się nie rozumieli.

Translated by Marzena Jagielska 
Published in Pobocza Kwartalnik Literacko, 2010

*

Bajtai András: A szoba; A költözés; A Betűember
Lengyelre fordította: Marzena Jagielska
Megjelent: Pobocza Kwartalnik Literacko, 2010

Reklámok

Vélemény, hozzászólás?

Adatok megadása vagy bejelentkezés valamelyik ikonnal:

WordPress.com Logo

Hozzászólhat a WordPress.com felhasználói fiók használatával. Kilépés /  Módosítás )

Google kép

Hozzászólhat a Google felhasználói fiók használatával. Kilépés /  Módosítás )

Twitter kép

Hozzászólhat a Twitter felhasználói fiók használatával. Kilépés /  Módosítás )

Facebook kép

Hozzászólhat a Facebook felhasználói fiók használatával. Kilépés /  Módosítás )

Kapcsolódás: %s